HISTORIA

W 1912 roku Carl Stearns Clancy objechał świat na motocyklu Henderson Four.
W 1924 podobnej sztuki dokonali Duńczycy Svend Oluf Heiberg i Aksel Svane,
a w 1927 ponownie Stanley Glanfield z Anglii.
Zoltan Sulkowsky i Gyula Bartha z Węgier spędzili 8 lat w podróży,
przemierzyli motocyklem 5 kontynentów.
Gabriel Dufner zabrał w motocyklową podróż suczkę Polly.
W 1932 roku w podróż wyruszył Robert Edison Fulton Junior.
Wszyscy zostali pionierami turystyki motocyklowej.
Wciąż brakowało w tym gronie kobiety…

W 1934 roku Stanisław Bujakowski kupił motocykl BSA.
Myślę, że chciał sprawić radość swojej żonie Halinie…

◊ ◊ ◊

Halina Korolec-Bujakowska
MÓJ CHŁOPIEC, MOTOR i JA

„Chłopiec i dziewczyna, gdy się upatrzą, spodobają wzajemnie, idą w dżunglę i tam żyją jak ptaki niebieskie przez miesiąc. Gdy wrócą do wioski, są zaręczeni.”

Mój chłopiec, motor i ja

Bohaterami tej romantycznej, nasyconej przygodą książki jest dwoje młodych ludzi, Halina i Stanisław Bujakowscy. Relacja z ich pionierskiej wyprawy motocyklowej do Chin miała się ukazać siedemdziesiąt lat temu. Tak się jednak nie stało.

◊ ◊ ◊

Wyruszyli z Druskiennik 19 sierpnia 1934 roku. Ich pragnieniem było dotarcie tak daleko, jak to tylko możliwe, czyli, jak wynikało z map, do Szanghaju w Chinach. Bywało, że motocykl ich mknął niczym wicher, bywało, że sami pchać musieli, ciągnąć, nieść maszynę. Odżywiali się skromnie, żyli po spartańsku, śpiąc na ziemi, tak pośród śniegów w górach Persji, jak w skwarze Indii, w namiocie z upływem dni coraz bardziej przegniłym i podartym. W Birmie przyszło im mieszkać sześć miesięcy w sercu tropikalnej puszczy. Dżungla ich żywiła, towarzystwa dotrzymywał urocze niedźwiedziątko, które wykupili z niewoli i przygarnęli.

15 marca 1936 roku osiągnęli Szanghaj. Po dotarciu do mety Halina spędzała większość czasu na porządkowaniu i redagowaniu notatek z wyprawy. W wywiadach udzielanych miejscowej prasie Bujakowscy zapowiadali, że chcieliby po powrocie do ojczyzny wydać ilustrowaną zdjęciami kronikę podróży.

Podróż Bujakowskich...

Na pustyni BeludżystanuTajuszek
W IndiachPrzez błota Laosu
W ChinachW górach Persji

W 1937 roku, gdy japońskie bomby spadły na Szanghaj, Halina postanowiła wrócić koleją transsyberyjską do Polski. Dotarła do Druskiennik 22 lipca 1937 roku. Stanisław został w Chinach. Słał do polskiej prasy relacje i zdjęcia z wojny o Mandżurię. Niebawem otrzymał list z domu. Przeczytał w nim, że żona spodziewa się dziecka. W 1938 roku na wieść o narodzinach potomka opuścił Chiny i wrócił do domu w Druskiennikach. Niestety nie dane było Bujakowskim długo cieszyć się życiem rodzinnym. We wrześniu 1939 roku bomby, przed którymi Halina uciekała z Chin spadły na Polskę.

Stanisław zaciągnął się do brytyjskiej RAF Transport Command, przerzucał na front sprzęt wojskowy ze Stanów Zjednoczonych. Trasa, którą trzeba było pokonać wiodła z portu Takoradi na Złotym Wybrzeżu (obecnie Ghana) do Kairu w Egipcie. Nie raz zdarzało się, że konwoje zmagały się z burzami piaskowymi, traciły orientację pośród bezkresnej pustyni. Halina w Druskiennikach opiekowała się dzieckiem.

Po zakończeniu wojny zamieszkała w Gdańsku. Latem 1946 roku stanęła wraz z siedmioletnim synem u boku przy bramie portu gdańskiego, by powitać transport lotników z Wielkiej Brytanii. Podeszła do pierwszego pasażera, który zszedł z pokładu statku i spytała, czy ten zna Stanisława Bujakowskiego. Jakież musiało być jej wzruszenie, gdy pilot wyciągnął z kieszeni fotografię męża i opowiedział, że przez pięć lat wykonywał wspólnie z nim loty. Lotnik zapewnił, że Stanisław ma się dobrze i poszukuje rodziny, podał jego adres. Małżeństwo szybko nawiązało kontakt. Stanisław nie zdecydował się na powrót do Polski. Miał ofertę pracy w charakterze pilota w prywatnej firmie transportowej w Indiach. 9 czerwca 1947 roku Halina odpłynęła wraz z synem do Anglii. Niespełna miesiąc później wsiadła na pokład samolotu lecącego do Kalkuty.

◊ ◊ ◊

Pamiętniki ciotki Hali, jak je nazywano w gronie rodzinnym, klisze zdjęć, wycinki z gazet, archiwum wyprawy motocyklowej z Druskiennik do Szanghaju spoczęło w wielkiej czarnej walizce w domowym zakamrku w Gdańsku. Wydawało się, że książka, o której tak marzyli Halina i Stanisław nigdy już się nie ukaże, historia ich wyprawy pozostanie zapomniana na zawsze. A jednak starania Huberta Twardowskiego i jego małżonki Aliny, by spopularyzować wyczyn ciotki Hali w końcu przyniosły rezultat. W 2004 roku archiwaliami zainteresował się redaktor Marek Ponikowski, dziennikarz, a zarazem pasjonat motoryzacji. Jego artykuł w Dzienniku Bałtyckim oraz reportaż telewizyjny w gdańskiej telewizji rozbudził zainteresowanie tematem. W ślad za jego publikacjami ukazały się następne. Wydawnictwo postanowiło opublikować pamiętniki Haliny Korolec-Bujakowskiej i zaprosić mnie do współpracy przy ich opracowaniu. Niezwykła historia i urocza para motocyklowych podróżników ujęły mnie od pierwszej chwili.

Zapomniana waliza

Zadanie okazało się trudniejsze, niż się początkowo spodziewałem, ale też przyniosło wiele wrażeń i mnóstwo satysfakcji. Najpierw trzeba było przeanalizować i przepisać kilkaset stron maszynopisu, odręcznie pisanych listów i około dwustu artykułów prasowych, a następnie ułożyć je chronologicznie, zdanie po zdaniu, tak, by relacja była kompletna i spójna, a zarazem by nie uronić nic z osobistego, emocjonalnego przekazu, dowcipu i romantyzmu autorki. W kolejnym etapie trzeba było przejrzeć około pięciuset fotografii zachowanych na oryginalnych kliszach z lat 30., wybrać najciekawsze i przypisać je do konkretnych partii tekstu. Praca trwała wiele miesięcy. Wiosną 2011 roku zapomniana przez dziesięciolecia kronika podróży dwojga Polaków trafiła do rąk Czytelników.

◊ ◊ ◊

Książka miała swoją premierę na stoisku wydawnictwa W.A.B.
na Targach Książki w Warszawie w dniach 13-15 maja 2011 roku!

Na stoisku WAB na targach...

W lipcu 2011 roku została opisana przez Newsweek Kobieta jako „książka miesiąca”!

O książce w Newsweeku

Radosną wieść o wydaniu książki natychmiast podano w Polskim Radio!

Rozmowa o książe w radiowej Dwójce

A ja ruszyłem na spotkanie ciekawym świata Czytelnikom
i zacząłem dzielić się z nimi niezwyczajną historią!

Łukasz opowiada o podróży Bujakowskich...

Wiadomość o książce poszła w szeroki świat,
wszystko dokładnie opisał niemiecki blog Vehikulum.

na niemieckim blogu motocyklowym...

A także inne, jak na przykład Overland Magazine:

Overland Magazine

Na Litwie o całej sprawie doniósł magazyn Biker Baltics:

Mano vaikinas ir motociclas

W październiku 2012 roku książka otrzymała
Nagrodę im. Stanisława Szwarc-Bronikowskiego
w konkursie na ‚podróżniczą książkę roku’.

Na festiwalu Mediatravel 2012 w Łodzi

UZASADNIENIE WERDYKTU

To świetny dziennik z podróży, ale także książka o wielkiej miłości i przyjaźni, w której nawet motor, będący narzędziem do zrealizowania marzenia, traktowany jest jako współuczestnik wyprawy, powiernik i przyjaciel. To książka, która niesamowicie pobudza wyobraźnię, uczy pokory i cierpliwości wobec sił natury i zdarzeń, na które nie mamy wpływu. Nie brakuje też w niej humoru i dystansu do świata w sytuacjach wydałoby się bez wyjścia. Możemy tylko żałować, że Halina już nie żyje, ale to dzięki Łukaszowi Wierzbickiemu możemy poznać przygody dwójki młodych ludzi na trasie z Druskiennik do Szanghaju. Wierzbicki zebrał, uporządkował i zredagował dzienniki z podróży Bujakowskich, które z powodu zawirowań wojennych nie zostały przekazane czytelnikom w czasach im współczesnych. Tym sposobem my jesteśmy tymi pierwszymi, którzy w całości przeżywają przygody Haliny i Stacha, i choć ujrzały światło dzienne dopiero po 70 latach od ich napisania, to nadal zachowały swoją ponadczasową świeżość. Dawanie nowego życia starym historiom podróżniczym możemy uznać za “nowy gatunek” książki podróżniczej.

◊ ◊ ◊

FRAGMENTY RECENZJI

•  Nie zdziwiłbym się, gdyby po lekturze książki czytelnicy zaczęli wyciągać z piwnic zakurzone rowery lub wodzić palcem po mapie w obawie zmarnowania życia w biurach i nudnej codzienności. (Jakub Małecki „Uroki szaleństwa” – Onet.pl, 15 maja 2011)

Jeśli jesteś miłośnikiem „Wielkiej Wyprawy” (ang. Long Way Round) z pewnością musisz dołączyć tę książkę do swojej domowej biblioteki. Niesamowita opowieść tych dwojga z pewnością Cię zaczaruje, gdyż, jeśli oni w 1934 roku, mogli od tak wskoczyć na motocykl i przy prawie zerowym budżecie wyruszyć na drugi koniec świata… to czemu Tobie miałoby się to nie udać? Halina Korolec-Bujakowska uświadamia nam, że marzenia są od tego, aby je realizować. (Weronika Kwapisz – Motocaina.pl, 30 maja 2011)

•  Pasjonująca opowieść o Wielkiej Przygodzie, Wielkiej Miłości i przekonaniu, że Wielkie Marzenie trzeba koniecznie zrealizować. (Bernadetta Darska „Podróż życia” – A to książka właśnie, 1 czerwca 2011)

•  Urzekający i intrygujący pamiętnik z podróży, która odmieniła nie tylko tych dwoje, ale dzięki ich zapiskom zmienia wiele także we współczesnym czytelniku. Piękna, wzruszająca, pełna uczuć podróż nie tylko po ścieżkach wyrysowanych na mapie, ale także wyprawa w głąb własnego serca i umysłu. Wędrówka ta pozwoliła bohaterom poznać nie tylko nowe miejsca, zobaczyć nieznane im zakątki świata, ale przede wszystkim umożliwiła odkrycie i zrozumienie samego siebie. (Myśli skrzętnie ukryte, 3 czerwca 2011)

•  Książka Haliny Korolec-Bujakowskiej to zapis z niewiarygodnej eskapady, a zarazem – jakby mimochodem – amatorska fotografia świata, którego dawno już nie ma. (…) Potrafię ocenić ogrom pracy Łukasza Wierzbickiego, który tekst wyszlifował i przygotował do druku. Efekt jest, bez żadnej przesady, fascynujący. (Marek Ponikowski, Dziennik Bałtycki, 9 czerwca 2011)

•  To nie tylko kronika z romantycznej wędrówki, to również opowieść o miłości dwojga ludzi, o przyjaźni, spełnianiu marzeń, o zdobywaniu nowych doświadczeń i otwartości na inne kultury. Szczególnie urzekający jest epizod przygarnięcia przez młodych małej niedźwiedzicy Thai, która została wykupiona z niewoli. Przyjaźń jaka rodzi się między maluchem, a podróżniczką to jeden z najbardziej wzruszających fragmentów książki. To lektura nie tylko dla poszukiwaczy przygód, jest to również książka dla tych, którzy chcą ogrzać się w cieple niezwykle urokliwych i zakochanych w sobie młodych marzycieli. (Kącik z książkami, 15 czerwca 2011)

•  W dzienniku Haliny Korolec-Bujakowskiej nie sposób się nie zakochać. „Mój chłopiec, motor i ja” odrywa od codziennej monotonii. Pobudza wyobraźnię. (…) Po chwili podróżniczego snu słyszymy dzwonek do drzwi lub dźwięk przychodzącego SMS-a. Nie jesteśmy z Haliną i Stasiem w ich prowizorycznym domku w dżungli. Korytarz nie wygląda jak kręta droga w Iranie. (Przemysław Opłocki „W świat na motorze” – Miastokultury.pl, 27 czerwca 2011)

Dlaczego to doskonała propozycja na lato? Po pierwsze dlatego, że pięknie oddaje klimat dalekich krajów z bajki i z kinomatografu. Po drugie dlatego, że igra z czasem (…) Warto przeczytać tę książkę także i dlatego, że podsuwa ona myśl, aby po skończonej lekturze wyjść z domu i spontanicznie gdzieś pojechać. Gdzieś dalej. Ot, do Szanghaju. (Dorota Paciorek „W poszukiwaniu straconego czasu” – Miasto Kobiet, 14 lipca 2011)

•  Gonić marzenia… na motocyklu? Bez wahania optuję za zaliczeniem tej książki do klasyki polskiej literatury podróżniczej. (Dorota Tukaj „Gonić marzenia… na motocyklu?” – recenzja na WP.pl, 15 lipca 2011)

•  To byli ludzie wielkiego ducha. Godni podziwu i bardzo sympatyczni. Genialna lektura! (Czytam bo lubię, 19 lipca 2011)

•  „Mój chłopiec, motor i ja” jest kroniką uczucia, osobliwym dokumentem, który ukazuje miłość dwojga ludzi w sytuacjach ekstremalnych. Gdy wyjeżdżali z Polski, byli młodą zauroczoną sobą parą. Po 19 miesiącach ich uczucie stało sie dojrzalsze i trwalsze, scementowane. (Kasper Bajon „Dzikusy z Druskiennik” – Newsweek Kobieta, 25 lipca 2011)

Nie zapominajmy, że młodzi globtroterzy byli w sobie szaleńczo zakochani, więc książka jest też swoistym zapisem ich „love story” w podróży. (Kurier Szczeciński, 25 sierpnia 2011)

• To coś więcej niż dziennik czy pamiętnik. Z drobiazgowością badacza autorka opisuje plemiona, zwyczaje, roślinność, a to, co, i w jaki sposób komentuje, nie tylko świadczy o jej emocjach. Mówi wiele o ówczesnych relacjach społecznych. Ale kronika Haliny Korolec-Bujakowskiej to przede wszystkim piękna opowieść o istocie podróżowania, w której nie cel się liczy, ale samo wędrowanie. (Monika Stachura – Zwierciadlo.pl, 1 października 2011)

• Nie będę polecała tej książki nikomu konkretnemu, bo lektura ucieszy każdego, kto choć trochę lubi czytać – znajdziecie w niej wszystkie elementy dobrej powieści biograficznej, przygodowej i obyczajowej, elementy literatury faktu oraz solidny poradnik, jak przygotować się do podróży, dysponując własnymi środkami oraz pomysłem. Jest to powieść dla współczesnych motocyklistów, poszukiwaczy przygód, niespokojnych duchów, miłośników przedwojennych historii i wspomnień. Jest to powieść o niezwykłym wyczynie, którego dokonali zwykli ludzie. Można zaryzykować stwierdzenie, że Halina Korolec-Bujakowska pomaga swoim czytelnikom uwierzyć w marzenia, bo przecież skoro mogli oni, to może każdy z nas. I kto z nas nie chciałby mieć babci z takim bagażem doświadczeń? (motogen.pl, 17 listopada 2011)

To pozycja unikatowa wśród książek podróżniczych. Gdy zestawi się lata podróży (1934-1936), środek transportu (motor z przyczepką), skład osobowy (młode, odważne małżeństwo) i wyjątkowy styl pisania autorki, otrzymamy mieszankę literackiego dynamitu. I egzotykę o wiele barwniejszą niż tą oferowaną przez kolorowe foldery biur podróży. (Z życia książek – merlin.pl, 3 grudnia 2011 )

W czasie tej podróży wywiązała się między nimi tak silna więź, że nawet późniejsza ośmioletnia rozłąka spowodowana wojną, nie osłabiła ich związku. Kończyłam czytać pełna podziwu dla tego małżeństwa zwłaszcza, że przez ponad pół książki miałam do nich lekceważący stosunek. (Raptularz z Irlandii – 7 grudnia 2011)

To jedna z najciekawszych i najbardziej oryginalnych książek, jakie przeczytałam w ostatnim czasie. Opowiada historię niezwykłej podróży, wielkiej miłości i jeszcze większej, niesamowitej przygody. Aż trudno uwierzyć, że to wszystko zdarzyło się naprawdę. (Czytajmy Dobre Książki – 10 kwietnia 2012)

Od pierwszych chwil Halina i Stach zaskarbiają sobie naszą przyjaźń swoją otwartością, życzliwością, uśmiechem sprawiają. Czujemy się jak trzeci pasażer, który martwi się o nich, czeka z wypiekami na twarzy na to czy sobie poradzą. (Czytadełko – 6 czerwca 2012)

◊ ◊ ◊

FOTOGRAFIE z TAJEMNICZEGO ALBUMU

Agnieszka i Radek nabyli przed laty mieszkanie na warszawskiej Pradze, a wraz z nim tajemniczy album ze zdjęciami. Nie wiedzieli o nim nic ponad to, że pełen jest zdjęć z odbytej dawno temu podróży do Azji. W maju 2011 roku Radek sięgnął po książkę Mój chłopiec, motor i ja. Ze zdumieniem odkrył, że opowiada tę samą historię, co tajemniczy album i że wśród posiadanych przez niego fotografii jest kilka, których próżno by szukać w książce.

Tajemniczy album Hinduski sadhu na łodzi Wśród plemienia Urya W Chinach

Czy album należał do członka rodziny, czy przyjaciela podróżników, a może kogoś, kto pasjonował się wyprawą Haliny i Stacha… Zagadka najpewniej pozostanie bez odpowiedzi.

◊ ◊ ◊

W 2014 roku tę niezwykła historię poznały dzieci.

Okładka książki "Machiną przez Chiny"

O książce Machiną przez Chiny przeczytacie TUTAJ.

◊ ◊ ◊

Aż wreszcie znalazło się dwoje śmiałków gotowych ruszyć śladem Haliny i Stacha!

Dalej się nie da...

Więcej o przygodach Asi i Daniela dowiecie się ze strony www.dalejsienieda.com

…bo dalej się nie da!